wyprawy-ustron.pl  
" Kiedyś ktoś mnie zapytał:
Dlaczego chodzisz po górach?
Odpowiedziałem, że ludzi można podzielić na dwa rodzaje:
  • na tych którym nie trzeba tej pasji tłumaczyć.
  • na tych którym się jej nie wytłumaczy."
                                                      Piotr Pustelnik
  • Nasze wyprawy O nas Link Kontakt
    Wyjazd do Słoweni, pierwszy cel Triglav

    Nasza kolejna wyprawa odbyła sie w dniach od 14.10.2010-16.10.2010.

    Naszym pierwszym celem był Triglav(najwyższy szczyt Słoweni i całych Apl Julijskich) wznoszący się na wysokość 2864 m n.p.m.. W dniu 14.10.2010r całą czwórką w składzie: Renata, Robert Janiec, Michał Pilch i Michał Kiecoń wyruszyliśmy z Cieszyna w stronę Słowenii.  Czekała nas około 9 godzina droga, na szczęście każdy z nas ma prawo jazdy, więc mogliśmy się zmieniać w trakcie podróży.

    Po upływie około 9 godzin byliśmy u stóp Triglavskiego Parku Narodowego. Trzeba dodać że Triglav jest narodową górą Słowenii, znajduje się w herbie i na fladze kraju. Niestety nie mieliśmy dokladnej mapy parku dlatego jechaliśmy w ciemno w miejsce które wydawało nam się początkiem naszej dzisiejszej trasy.(Rudno Polje)

    Gdy dojechaliśmy na miejsce, bylo jeszcze ciemno dlatego czołówki były niezbędne. Po przepakowaniu plecaków ruszyliśmy w drogę, która była bardzo przyjemna. Niestety niekt z nas nie znał do końca trasy dlatego szliśmy troszkę po omacku, ale jak się później okazało szlak którym podążaliśmy był dobry.

           

     

    Po  3,5h bylismy juz pod schorniskiem gdzie zrobiliśmy sobie małą zasłóżoną przerwę. Schronisko znajdowało się na wysokości 2500m n.p.m. tak więc do szczytu zostało nam mniej więcej 400 metrów w pionie. Czekały również na nas pierwsze trudności techniczne.

     Pod schroniskiem zrobiliśmy sobie zasłużoną przerwę. Po godzinie odpoczynku wyruszyliśmy w stronę szczytu. Początki były trudne, ponieważ każdy z nas czuł trudy prawie 10 godzinnej podróży, lecz nie podaliśmy się i dalej szlismy w stronę szczytu. Jak na październik pogoda była bardzo ładna, cały czas świeciło słońce, praktycznie zero wiatru.

    Po pokonaniu małych trudności technicznych cała nasza czwórka dotarła na szczyt. Na najwyższej górze Słowenii znajdowało się już kilkanaście osób, dlatego miejsca nie było za dużo. Na górze również znajduję się małe pomieszczenie w kształcie rakiety, niestety herbaty tam nie sprzedają, ale widoki ze szczytu wynagradzają wszystko...

                   

     

     Po dłużej chwili spędzonej na szczycie postanowiliśmy schodzić w dół, ponieważ czekala nas długa droga aż do samochodu. Droga w dół zajęła nam nie więcej jak 4godziny z krótkimi przerwami. Schodziliśmy tą samą drogą którą szliśmy w górę, natomiast w dzień wyglądała ona zupełnie inaczej. Około godziny 18 byliśmy już przy samochodzie. Całonocna podróż i całodniowe chodzenie po górach dało nam bardzo w kość, a czekała nas jest jeszcze planowana podróż pod masyw Marmolady w północnych włoszech.

     

    Przejazd i nocleg w Planicy

    Niestety nie udało nam się przez noc przejechać mod Marmoladę, byliśmy za bardzo zmęczeni.Postanowiliśmy przenocować jeszcze na Słoweni ze względu na ceny, we Włoszech za noceleg zapłacilibyśmy zdecydowanie więcej, a że nas wyjazd miał ograniczony budżet musieliśmy szukać oszczędności.

    Tak więc nocleg zaplanowaliśmy w mieście gdzie znajduje się największa skocznia mamucia na świecie czyli Letalnica, na której niejednokrotnie wygrywał nasz mistrz ADAM MAŁYSZ. Oczywiście zwiedziania szkoczni nie moglismy przegapić, dlatego zaraz po przespanej nocy udaliśmy sie w rejony królowej skoczni.

    W godzinach popołudniowych przekroczyliśmy granicę Słoweńsko Włoską, następnie postanowiliśmy zjeść prawdziwą włoską pizze. Szybkie spojrzenie na mape, co ciekawego znajduje się niedaleko...wybraliśmy Udine, średniej wielkości miasteczko z bardzo ładną starówką i pięknymi uliczkami. Po zjedzeniu pizzy, ruszyliśmy już pod parking pod masywem marmolady. Parking znajdował się przy schornisku Rif.Fedaia na wysokości 2050m n.p.m. Po przespanej nocy w samochodzie ruszylismy w kierunku szczytu....

     

       

    Zdobywanie Marmolady

    Tak jak wspominałem naszą wędrówkę na szczyt zaczęlismy od wysokości 2050m n.p.m. Na tej wysokości znajdowało się również schronisko które było o tej porze roku nieczynne, z tego schorniska startowała również kolejka, która docierała aż do wysokości 2626m n.p.m gdzie znajdowało się nieczynne schornisko Rif. Pian Dei Fiacconi. Trasa ktorą obraliśmy  była bardzo opytamalna ponieważ przewyższenia nie były bardzo duże, a droga pod Via Feratę nie była bardzo męcząca.

    Gdy opuszczaliśmy parking było jeszcze ciemno dlatego czołówki bardzo nam się przydały, po upływie 2 godzin doszliśmy w miejsce gdzie swoją drogę kończy kolejka gondolwa. Cały czas szliśmy szlakiem onzaczonym nr 606 W miejscu gdzie znajduje się schronisko zrobiliśmy sobie krótką przerwę, aby naładowani ostro ruszyć w górę. Niestety coś zaczęło się psuć z pogodą, a mianowiście wiał nieprzyjemny wiatr i było duże zachmurzenie, lecz nie przejmowaliśmy się tym zbytnio i maszerowaliśmy dalej.

    Z górnej stacji kolejki gondolowej ruszamy w kierunku zachodnim szlakiem nr 606,trawersując jednocześnie cały masyw marmolady od strony połnocnej, gdzie dochodzimy aż do kotła Sot Vernel. W miejscu tym ma swój poczatek lodwiec, w dolnej części pokryty jest on warstwą bardzo nieprzyjemnego lodu, dlatego lepiej ubrać raki już w tym miejscu, nieocenione w takiej sytacji są kije teleskopowe. Od schroniska rif.Pian Dei Fiacconi podejście zajęło nam mniej więcej 2 godziny

    Kolejnym przystankiem było miejsce rozpoczynające słynną Via Feratę (Forcella Marmolada 2896m.) W tym miejscu był już trochę niebezpiecznie dlatego ubraliśmy kaski, uprząże, bylismy również ubezpieczeni w czekany, a do uprzęży mieliśmy przymocowane ląże, które bardzo się przydały.

                            

    Bardzo charakterystycznym elementem który towarzyszył nam podczas wspinaczki, były niekończoące się ciągi drabin i stalowych lin. Podczas pokonywani pionowych ścian, adrnalina w naszych organizmach na pewno dodawała odwagi. Szczerze mówiąc to bylismy zaskoczeni, ponieważ w niektórych miejscach stalowe ubezpieczenia(liny) były całkowicie zasypane gróbą warstwą śniegu, dlatego wchodziła w grę tylko asekuracja czekanem i wspinanie się na przednich zębach raków.

                            

    Na wysokości ok 3200m n.p.m grań ewidentnie staję sie bardziej płaska i nie trzeba się już asekurować. Następnie po upływie 2,5h(licząc od miejsca rozpoczęcia via Ferraty) wychodzimy na bardzo rozległy wierzchołek, na którym znajduję sie budka z napojami(która o tej porze roku nie jest otwarta). W najwyższym punkcie na Punta Penia znajduje się krzyż, który oznacza że szczyt został zdobyty.

                            

     

     

    Zejście ze szczytu i powrót od domu

    Po 15 minutach spędzonych na szczycie, nadszedł czas abyc zachodzić. Widoki na szczycie były żadne, dlatego chcieliśmy jak najszybciej wracać. Pogoda również nas nie rozpieszczała, zaczynał podać deszcz ze śniegiem i wzmagał się wiatr.

    Droga powrotna, którą wybraliśmy wiodła przez lodowiec. Miejsce naszej trasy było poprzecinane lodowymi szczelinami, a gdzieniegdzie lawiniskami. Sceneria niezaciekawa, dlatego tempo schodzenia w dół było bardzo szybkie. Po mniej więcej 3,5h bylismy przy samochodze, szybkie przepakowanie i długa droga do domu. Niestety padał śnieg a w naszym Kangoo były tylko letnie opony, było ciekawie...

    MAPKA

     

    tekst.Michał Kiecoń