wyprawy-ustron.pl  
" Kiedyś ktoś mnie zapytał:
Dlaczego chodzisz po górach?
Odpowiedziałem, że ludzi można podzielić na dwa rodzaje:
  • na tych którym nie trzeba tej pasji tłumaczyć.
  • na tych którym się jej nie wytłumaczy."
                                                      Piotr Pustelnik
  • Nasze wyprawy O nas Link Kontakt
    Początek wyprawy

    Moja wyprawa na Kaukaz była organizowana przez POLSKI KLUB ALPEJSKI  (www.wyprawy.net).

    Uczestnikami wyprawy byli ludzie którzy tak jak ja kochają góry, ludzie którzy chcieli przeżyć fajną przygodę i spędzić czas wśród miłośników gór.

    Moja wyprawa zaczęła się już w Bielskiu-Białej skąd miałem pociąg do Warszawy. Szczerz mówiąc była to pierwsza moja wyprawa, na tak długi okres, dlatego nie obyło się bez łez mojej żony:) W prezencie od niej dostalem zdjęcia jej i naszej córeczki, które bardzo pomagały mi w trudnych chwilach.

    Wracając do wyprawy:po przyjeździe na główny dworzec autobusowy w Warszawie miałem przyjemność poznąc uczestników naszej wyprawy. Okazało się że jestem najmłodszym wspinaczem a zarazem najmniej doświadczonym, ucieszyło mnie to poniważ byłem przekonany że mogę się naprawdę dużo nauczyć i wiele z tej wyprawy wynieść.

    Z Warszawy mieliśmy autobus do KALININGRADU. Sam postój na granicy trwał około 2h, lecz nie przeszkadzało nam to bardzo ponieważ każdy z nas mógł się lepiej poznać. Po przespanej nocy w KALININGRADZIE pojechaliśmy na lotnisko. Lotnikso to wyglądało naprawdę paskudnie, i nie robiło ciekawego wrażenia na osobie która pierwszy raz poleci samolotem, a taką osobą byłem ja. Tak więc stres wynikający z pierwszego w żyiu lotu samolotem sie pogłębiał. Okazało się że lot nie był najgorszy...

    Po uwpływie kilku godzin byliśmy już na lotnisku w Sankt Petersburku, które okazło sie dużo bardziej nowoczesne. Po upływie kolejnych godzin byliśmy już w samolocie do stolicy Rosji czyli Moskwie. Lotnisko Szeremietiewo jest ogromne, samo przejście  z jednego terminala na drugi zajmuje dobre kilka minut. Na szczęście czekał nas jeszcze tylko jeden lot do Mineralnych Wód. Po odprawie i znalezieniu swoich bagaży byliśmy już w drodze do Terskoł, miasta w którym mielismy noclegi. Czekała nas 200km podróż busem który wiele już widział. Jechaliśmy w nocy tak więc widoków prawie nie było. Jedyne co moglismy zobaczyć to patrole wojskowe, które zbierają łapówki od przejeźdzających samochodów. Nasz przejazd był podobno ewenementem ,ponieważ nikt nas nie zatrzymał, nikt na lotnisku nie chciał od nas pieniędzy za bagaże. Tak więc początek wyprawy można uznac za udany.

    Wreszcie widać góry:)

    Po przyjeździe do Tereskołu, było już czuć zapach gór. Niestety musieliśmy się zaspokoic tylko tym zapachem ponieważ pogoda była paskudna. Góry było widać ale tylko te otaczające nas szczyty, o zobaczeniu Elbrusa moglismy tylko pomarzyć.

     

    Pierwszy dzień był dniem odpoczynku po kilkudziesięciu godzinach podróży. Mieliśmy czas na zwiedzanie otaczającej nas okolicy. Kierownik naszej wyprawy poszedł załatwiac pozwolenia na wyjście, natomiast grupka kilku osób w tym ja zdecydowalismy się na spacer po pobliskim lesie. Chociaż był sierpień trzebabyło się ubrać w polary ponieważ pogoda nie rozpieszczała. Spacer na pewno pozwolił nam się wstępnie zaaklimatyzować ponieważ sama miejscowość położona była na oko 2000 m n.p.m. Przez pierwsze 3 dni i 2 ostatnie spaliśmy w kwaterkach u bardzo miłej Pani Mariji która pamiętała pewnie towarzysza Stalina.

     

     

     W drugi dzień naszego pobytu na Kaukazie wybraliśmy się na pierwsze wyjście aklimatyzacyjne. Dla większości z nas wejście na Elbrus będzie się wiązało z pobiciem rekoru wysokości, dlatego aklimatyzacja była dla nas taka ważna. Tak więc wracając do naszego wyjścia: celem było zdobycie przed wierzchołka góry Czeget. Doszliśmy tylko do wysokości około 3000m n.p.m ponieważ wejście na szczyt mogło wiązać się z problemami wosjkowymi. Cały pasmo kaukazu po stronie południowej jest strefą przygraniczą dlatego możliwości wyjścia w te parie gór jest zabronione. Na Czeget nie wyjeżdżaliśmy kolejką tak jak większość ekip, lecz wechodzilśmy o własnych siłach. Pogoda niestety sie nie poprawiła i musieliśmy iść w deszczu. Przy odrobinie szczęćią można było zobaczyć lodowiec Elbrusa, który zrobił na mnie duże wrażenie.Całość wyjścia na przedwieżchołek Czegetu zajeło nam około 7-8 godzin wraz z zejściem. Po zejściu udaliśmy sie na zasłużona kolacje popijana miejscowym piwkiem:)

     

     

    Dnia trzeciego mieliśmy kolejny wypad aklimatyzacyjny, który tym razem odbył sie w okolice obserwatorium astronomicznego byłej stacji badawczej MIR. Aura ewidentnie nam nie sprzyjała, nie dość że było zimno, to jeszcze padał deszcz z małymi kryształkami lodu. O pięknych widokach mogliśmy tylko pomarzyć. Jedynym plusem(pomijając pomocną aklimatyzację) tego wypadu było to że mogliśmy zobaczyć fragment naszej jutrzejszej trasy. Moglismy zobaczyć słynne beczki, puste zbiorniki na paliwo rakietowe przerobione na "luksusowe" pokoje do spania:)

    Coraz Bliżej Szczytu

    W dniu 19.08.2010r pojechaliśmy busami do miejscowości Azau gdzie znajduje się najniższa stacja kolejki. Następnie kolejka gondolowa wywiozła nas na wysokość mniej więcej 3470m n.p.m(stacja MIR). Były wczesne godziny ranne dlatego na kolejny odjazd kolejki krzesełkowej trzebabylo czekać okolo godziny co przy temperaturze bliskiej 0 było nie lada wyczynem. Kolejka krzesełkowa wywiozła nas na wysokość 3800m n.p.m. (stacja Garabaszi) gdzie znajdują się słynne beczki o których już wspominałem. Następnie nasze plecaki pojechały ratrakiem na wysokość 4200m n.p.m. A cała reszta poszła w gore do schronów Priut11, gdzie mieliśmy załatwione noclegi. Nasza wyprawa miała raczej charakter komercyjny dlatego też nie spaliśmy w namiotach, co dla ludzi z małym doświadczeniem napewno bylo plusem.

                          

    Po rozpakowaniu plecaków i przekąszenia czegoś w "mesie" ruszyliśmy pierwszy raz w górę, doszliśmy do wysokości mniej więcej 4500 m n.p.m. Po upływie mniej więcej godziny wróciliśmy do naszych schronów. Resztę dnia spędziliśmy na gotowaniu i jedzeniu.

    Następnego dnia(20.08.2011) mieliśmy dojść do Skał Pastuchowa, kierownik wyprawy udzielił zgodę kilku osobą na ewentualny atak szczytowy jeżeli pogoda będzie odpowiednia. Tak więc mniej więcej powyżej skał Pastuchowa ruszyliśmy w strone trawersu pod wierzchołkiem wschodnim. Na początku szliśmy w 6 osób. Moje doświadczenie górskie było bardzo małe dlatego też nie forsowałem tempa i trzymałem sie mniej więcej w środku ekipy szturmowej. Niestety stało sie najgorsze, pogoda pokrzyżowała plany wszystkim. Wiał przeraźliwy wiatr który niósł ze sobą kryształki lodu,  pogoda nie pozwoliła wejśc nikomu z naszej szóstki. Najpierw wycofałem się ja wraz z jednym członkiem wyprawy, mianowicie Krzyśkiem, który bardzo pomógł mi podczas tej wyprawy. Doszliśmy z Krzychem zaledwie do początku trawersu na wysokośc ok 5000 m n.p.m. Reszta ekipy doszła mniej więcej do końca trawersu mniej więcej na wysokość 5200 m n.p.m. tam jeden z wspinaczy źle się poczuł i reszta ekipy postanowiła zawrócić.

               

    Dzień odpoczynku

    Była sobota, dzień po nieudanym ataku szczytowym. Kierwonik wyprawy dał wszystkim dzień wolny. Tak więc mogliśmy wyspać się do oporu, jeżeli na 4200m n.p.m można mówić o fajnym śnie...

    Cały dzień zleciał nam na gotowaniu i gadaniu o wszystkim i o niczym...

    Atak szczytowy

    Niedziela,

    o godzinie 2 pobódka śniadanie i pełna mobilizacja!!Pogoda jak na zamówienie, gwiaździste niebo bez wietrznie, nawet nie było dużego mrozu.

    Wspólnie całą ekipą postanowiliśmy podjechać ratrakiem 400 metrów, aby zaoszczędzić sobie mozolnej drogi do skał pastuchowa. Pod skałamai podzieliśmy się na zespoły i powoli ale sukcesywnie posuwaliśmy się w górę. Szło mi się bardzo dobrze, tempo nie było za szybkie dlatego każdy mógł się dostosować. Mimo iż byliśmy podzieleni na zespoły to szliśmy razem jak jedna wielka rodzina. Po upływie kilku godzin bylismy już w siodle między dwoma wierzchołkami. Była mniej więcej gdzina 9 może 10 rano a słońca prażyło niemiłosienie. A czekało nas jeszcze dość strome podejście pod kopułę szczytową.

           

     

    Po 30minutowej ruszyliśmy w kierunku szczytu, na którym znaleźliśmy się całą 12 równo o godzinie 12 co było nie lada wyzwaniem ponieważ szczyt jest dość mały. Na szczycie polały się łzy szczęścia, nie brakowało uścisków i pięknych słów. Aparaty robiły zdjęcia za zdjęciami, a każdy był bardzo szczęśliwy.

     

    Niestety jeden z uczestników wyprawy źle się poczuł i musiał natychmiast zchodzić w niższe partie gór, zdecywoał się w raz z jednym z kolegów że pomożemy mu zejść. Zejście do schronów zajeło nam w sumie około 5h, wejście w górę 7 h więc to dawało już 12godzin chodzenia co każdemu z nas dało się we znaki.

    ten dzień spędzilismy na należytym odpoczynku.

     

    Pakowanie i zejście do Tereskoł

    Szczerze mówiąc miałem już dość tej góry!!

    Chciałem jak najszybciej zejść w dół do wioski, dlatego dzień po zejściu ze szczytu spakowałem się najszybciej i po serii pamiątkowych zdjęć ruszyłem jako pierwszy w dół.

                    

     

    Zejście pod kolejkę załęło mi nie całą godzinę, tam już tylko przyjemny zjajzd w dół i przejazd samochodem do kwaterek, gdzie czekaliśmy dwa dni na lot do Kaliningradu.

     

     

    Czekanie w tęsknocie...

    Po zejściu mielismy dwa dni wolnego, dlatego wybralismy się na zwiedzanie okolicznych wiosek i dolin górskich.Niestety nie pamietam jak nazywały się te doliny, ale może widoki odzwierciedlą Wam klimat jaki mozna było tam odczuć.

     

    Po dwóch dniach odpoczynku czekał nas jeszcze długa droga do domu. Na początku przejazd busami na lotnisko w Mineralnych Wodach, przelot samolotem do Sankt Petersburga, by nastepnie po upływie 3 godzin polecieć do Kalinigradu, skąd mieliśmy autobus do Warszawy, niestety z stolicy pierwszy pociąg w kierunku Bielska Białej odjeżdzał dopiero o 6 rano a była 1w nocy, dlatego przymusowo musieliśmy spędzić noc na dworcu centralnym. Lecz mniej więcej o 11 byłem już Bielsku gdzie czekała na mnie żona z córeczką:)

     

    Z wyjazdu jestem bardzo zadowolony ponieważ:

     

    Po pierwsze, poznałem wspaniałych ludzi z którymi mam nadzieję będę utrzymywał kontakty na zawsze

    Po drugie, zdobyłem najwyższą górę Europy wschodniej, a zarazem najwyższą górę Rosji

    Po trzecie z wyjazdu wiele wyniosłem i wiele się nauczyłem.

    Dziękuje wszystkim za ten wyjazd.

     

    tekst.Michał Kiecoń